sadeczanie

Ad multos annos dla Leszka Mazana

Korespondencja ze stołecznego Krakowa

Galicyjskie obchody urodzin sądeckiego patrioty

 70. urodziny obchodził 15 grudnia w Krakowie red. Leszek Mazan. Z tej okazji prezydent prof. Jacek Majchrowski udekorował go Medalem Honoris Gratis, a w uroczystości urodzinowej udział wzięli przedstawiciele władz Nowego Sącza i Klubu Przyjaciół Ziemi Sądeckiej. Sądeczanie podarowali Redaktorowi portret, na którym „namalowano" go w stroju lachowskim i w czapce Szwejka obok portretu Najjaśniejszego Pana. Był to symboliczny dowód szczerego uznania i podziwu dla głębokiej identyfikacji Redaktora z miastem, w którym się urodził, wychował i wykształcił w sławnym I Liceum im. Jana Długosza.

Dodajmy, że dziadek Mazana był przez równe 50 lat kolejarzem jeżdżąc m.in. na trasie Lwów - Kraków, a ojciec komendantem straży pożarnej w Nowym Sączu (zamordowanym za działalność konspiracyjną przez hitlerowców)..

Jest Leszek niezmordowanym propagatorem Nowego Sącza i ziemi sądeckiej, utrzymuje stały i częsty kontakt z rodzinnym miastem, jako prelegent, współorganizator i uczestnik konferencji popularnonaukowych i imprez kulturalnych, współpracuje z wieloma instytucjami i organizacjami działającymi na Sądecczyźnie.

Przy lekkim śniadaniu w kawiarni „Europejskiej" przy krakowskim Rynku Głównym Mazan dał się namówić do sądeckich wspomnień:

 - Pamiętam, że prowadząc w 1966 roku wspólnie z Ireną Dziedzic imprezę w Klubie Ziemi Sądeckiej w Warszawie zapytałem ją czy nie ma kompleksów, że nie urodziła się w Nowym Sączu. Moje dzieciństwo i młodość wiążą się z powiatowym Sączem i bardzo mile te powiatowe czasy wspominam, zwłaszcza paczkę kolegów z Januszem Koszykiem, Romkiem Groszkiem, Mietkiem Smoleniem, Jackiem Domosławskim, Januszem Traple i Wojtkiem Froelichem, nauki pobierane w „Pierwszej Budzie" pod okiem prof. Antoniego Sitka etc.

Kulturalne serce Sącza „za pierwszego powiatu" biło w „Imperialu" - restauracji prowadzonej przez niezapomnianą, Apolonię Burdacką (zawsze przed zamknięciem lokalu orkiestra Jurka Dudryka zapraszała do „ostatniego tanga z panią Polą"), odwiedzanej przez artystów i premiera Józefa Cyrankiewicza.

- Nieprzypadkowo nasz kochany polonista Antoni Sitek mówił pół żartem, pół serio, że w „Imperialu" „kwitnie wielka plotka ziemi sądeckiej". Spędzaliśmy w tym lokalu niejedną godzinę. Tu m.in. świętowaliśmy wieczór kawalerski kierownika oddziału „Gazety Krakowskiej" Janusza Koszyka. Stolik chwiał się nieco z powodu nierównych nóg i - pamiętam jak dziś - Jurek Mroczka (potem szanowany doktor w Nowym Targu), brat panny młodej, podłożył portfel z dokumentami pod krótszą z kończyn. Oj, długa i pracowita dla naszych gardeł i wątrób to była noc. Nazajutrz, stanęliśmy w magistracie, w USC i przeżyliśmy wielką konsternację: Jurek, jako świadek, nie miał niezbędnego do tej procedury dowodu osobistego. Trzeba było widzieć przerażone miny narzeczonych, rodziny. Wtem olśnienie: dokument został pod nogą stolika w „Imperialu", szaleńczy bieg - w stylu ówczesnego mistrza sprintu Mariana Foika - Jagiellońską po pomoc do pani Poli, zguba się znalazła na swoim miejscu i ślub mógł się odbyć z całą pompą.

 

Punktualnie o godzinie dwunastej Jubilat, wyróżniony przez straż pożarną patentem starszego honorowego hejnalisty z Wieży Mariackiej, wysłuchał przy kamienicy Hipolitów hejnału trąbionego po raz pierwszy od sześciu wieków w stronę Nowego Sącza, po czym honorowo - w asyście kapeli „Sądeczoków" - obwieziono go zabytkowym wozem strażackim po krakowskim rynku, a następnie starym tramwajem dostarczono do magistratu przy Placu Wszystkich Świętych, gdzie rozpoczęła się w galicyjskim stylu urodzinowa ceremonia, poprowadzona ze swadą przez Mazanowego serdecznego druga - red. Mieczysława Czumę.

W sali obrad królewskiego miasta zgromadziło się liczne grono przyjaciół i znajomych Redaktora, luminarzy nauki i kultury z Jerzym Trelą i Bronisławem Cieślakiem na czele, profesorowie z Franciszkiem Ziejką, Bolesławem Faronem i Jerzym Sadowskim, świat dziennikarski z dawnego „krążownika Wielopole", przyjaciele z Nowego Sącza - Barbara Koszykowa, dr. Stanisław Długopolski, Andrzej Górszczyk i Sławomir Sikora, wreszcie liczna rodzina z żoną Barbarą, córkami i wnuczkami. Honorową wartę pełnili „żołnierze" 13. Pułku Galicyjskiego („Dzieci Krakowa") w mundurach z epoki.

Urodzinowe oracje wygłosili m.in. wiceprezydent Nowego Sącza Jerzy Gwiżdż (mówił wierszem!, zobacz obok), przedstawiciele klubu sportowego Cracovia, koledzy-waleci z domu studenckiego „Żaczek", PAP, „Przekroju" i Telewizji Kraków. Dyrektor Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu Robert Ślusarek nadał L. Mazanowi tytuł honorowego obywatela Miasteczka Galicyjskiego w Nowym Sączu, a Zdenek Hrabica, przedstawiciel Akademii Haszkologicznej w Pradze - tytuł profesora światowej szwejkologii.

Wśród nadesłanych życzeń były m.in. listy gratulacyjne od prezydenta Czech Vaclava Klausa i przewodniczącego Klubu przyjaciół Ziemi Sądeckiej, b. premiera Józefa Oleksego. Przewodniczący Rady Miasta Krakowa Bogusław Kośmider podarował Mazanowi miniaturkę Dzwonu Zygmunta, by mu dzwonił zawsze, jak coś dobrego się dzieje, czyli bez przerwy.

Znany rzeźbiarz, prof. Marian Konieczny wręczył specjalnie wygrawerowany dla Jubilata medal, a Aleksander Kobyliński („Makino") zagrał i zaśpiewał mu hymn Cracovii. Wśród prezentów znalazło się także słynne zdjęcie ulubionego dorożkarza Mazana (i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego) - Jana Kaczary, który całuje się ze swoją Basią, czyli koniem, oraz rysunek Andrzeja Mleczki przedstawiający odprawę krakowskich gołębi, których szef mówi (w „dymku") do podwładnych: „Zapamiętajcie! Nigdy nie sramy na Pana Mazana!". Już w kuluarach ktoś przypomniał jak Mazan w Kronice Krakowskiej zaakceptował na antenę tekst, że „w uroczystości odsłonięcia pomnika polskich lotników uczestniczył syn Żwirki i Wigury..."

 

Powiedzieli:

Prezydent Jacek Majchrowski: - Redaktor Mazan stworzył podwaliny krakauerologii, tj. nauki o wyższości Krakowa nad resztą świata. Cenimy go za to, że ukazuje Kraków nie w sposób sztampowy, ale anegdotyczny, lekko, lecz rzetelnie. Jak mówię Mazan, myślę Kraków.

Wiceprezydent Jerzy Gwiżdż: - A ja jak mówię Mazan, myślę Nowy Sącz. My, Sądeczanie, jesteśmy dumni, że mamy w naszym gronie tak wybitnego reprezentanta Ziemi Sądeckiej, który na każdym kroku i przez wiele lat swojej działalności zawodowej i publicznej podkreślał i podkreśla przywiązanie do rodzinnych stron. Traktujemy go jako autentycznego „ambasadora" Nowego Sącza w Krakowie i w kraju, jest naszą, rozpoznawalną „marką" sądecką na arenie ogólnopolskiej.

Zdenek Hrabica: - Gdybyś ty Leszku nie wziął pióra do ręki i nas nie zbliżył, Polak nie poznałby Czecha, a Czech Polaka.

 

Oszołomiony lawiną życzeń i prezentów, przed urodzinowym bankietem w Sali Kupieckiej i Lea i zadedykowanym mu recitalem Marty Bizoń, Mazan zapowiedział:

- Będę dalej, tak jak państwo, przezorny, rozsądny, przewidujący, rozważny, precyzyjny, zapobiegliwy, pracowity, zdolny, powabny, przedsiębiorczy, sumienny, błyskotliwy, silny, sympatyczny, wrażliwy, refleksyjny, czuły, wierny, gościnny, grzeczny, uprzejmy, szlachetny, życzliwy, wrażliwy, spokojny, otwarty, delikatny, wesoły, wyrozumiały i... skromny.

- Co więcej: absolutnie nie zgłoszę się do ZUS-u po żadną zapomogę pogrzebową, dopóki nie doczekam się, że Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu będzie się nazywać „Pipidówka", bo moim marzeniem jest być obywatelem honorowym Pipidówki. No i dopóki Cracovia nie wróci do I ligi albo ekstraklasy, mało tego - nie zostanie mistrzem Polski!

Tekst i fot. Jerzy Leśniak

 

Jerzy Gwiżdż

 

Panamazanowe wypominki urodzinowe

 

Drodzy Państwo, drogi Leszku!

Nie chce być zbyt oficjalny,

Więc nie będzie przemówienia,

Tylko krótki wiersz pochwalny.

 

Prymitywne to stronice,

Jak wół mknący przed karetą.

Przecież jestem tylko wice-

Prezydentem, nie poetą,

 

Ale piszę z głębi serca,

Boś nam bliski jest i byłeś

Za to wszystko, co pisałeś

I za wszystko, co mówiłeś.

 

Dziwna aura twej twórczości

Od początku nas ujęła,

Gdy tworzyłeś z prostych zdarzeń

Przeurocze arcydzieła.

 

Arcydzieła zaprawione

Szczyptą pieprzu, uncją soli

I humorem dobrotliwym,

Który szczypie, lecz nie boli…

 

Chociaż nas troszeczkę boli,

Bo spełniła się pokusa

I od lat cię krakowiacy

Uważają za krakusa.

 

Trudna rada. Kochasz Kraków.

Przyjmujemy to z uśmiechem.

Ja - na przykład - kocham Pragę.

A czy przez to jestem Czechem?

 

Jednym słowem, drodzy Państwo,

Kraków kusi swym urokiem,

Ale nasz mistrz- Leszek Mazan

Jest i będzie s ą d e c z o k i e m.

 

Toż to w Sączu ruski żołnierz,

Co pepeszkę miał na drucie

Chciał Leszkowi zabrać smoczek.

Leszek wrzasnął… Rusek uciekł.

 

A w przedszkolu przyklasztornym

Zbił Górszczyka za ołtarzem

Za to, że ten go przezywał

Głupim Szwejkiem i cesarzem.

 

Młodość spędził w „Imperialu”

Pijąc absynt z artystami,

Potem szli na Planty z raczej

Nietrudnymi kobitkami.

 

Ech, te czasy! Te wspomnienia!

Chciałoby się żyć od nowa!

Ale Leszek miał marzenia

I pojechał do Krakowa

 

Po nauki. Od tej pory

Leszek stoi nam okrakiem:

Tu- w Krakowie, a tu- w Sączu.

Tu jest krzakiem, a tam- pniakiem.

 

Tak już będzie. Więc na koniec

Przyjmij, Leszku te uściski

Od sądeczan i ode mnie,

Boś nam drogi, boś nam bliski.

 

Pochwałami się otaczaj,

Na krytyki wszystkie gwiżdż,

Czego życzą ci serdecznie

Nowy Sącz i Jerzy Gwiżdż.

powrót

© Copyright by Klub Przyjaciół Ziemi SądeckiejProjekt i realizacja SZLIFF